Podróże

Roztańczone Indie. Część 1.

O miłości do Indii oraz fascynacji klasycznym tańcem bharatanatjam w rozmowie z Agnieszką Kapelko.

Piąty Smak: Dlaczego właśnie Indie? Co sprawiło, że to właśnie Indie, a nie jakiś inny kraj, inna kultura?

Agnieszka Kapelko: Z tym to jest taka dziwna historia, bo nie potrafię tego wytłumaczyć. Pierwszy raz, gdy zobaczyłam film dokumentalny związany z Indiami, to po prostu poczułam coś takiego bardzo mocnego, jakieś takie bardzo silne przywiązanie. Tak naprawdę, zaczęło się od teatru w liceum. Chodziłam do liceum artystyczno-teatralnego i mieliśmy przedmiot historia teatru. Nasz nauczyciel omawiał teatr orientu i strasznie mnie to zainteresowało. Zaczęłam czytać więcej na ten temat i po prostu czytając o teatrze japońskim, irańskim, chińskim zatrzymałam się na indyjskim. Pamiętam, że już w liceum każdy mnie kojarzył z tym, że ja się interesuję teatrem indyjskim. Któregoś dnia pocztą pantoflową doszła do mnie informacja, że będzie okazja zobaczyć taniec bharatanatjam na żywo. Prawdopodobnie tańczyła Radha Anjali i właśnie wtedy zobaczyłam pierwszy występ bharatanatjam. Byłam nim urzeczona. Od tamtej pory teatr i taniec indyjski to moja pasja. Teatr jest bardzo powiązany z tańcem w Indiach. Klasyczny teatr czasami trudno jest odróżnić od klasycznego tańca. Jest na przykład taki teatr Kathakali, o który do dzisiaj są spory, czy to tak naprawdę jest teatr, czy to już jest taniec. Jest uznawany za jeden z klasycznych tańców, ale jego wymowa jest bardziej dramatyczna, używa się więcej głosu, a mniej tańca. Ale tak naprawdę, to wszystko jest połączone.

Piąty Smak: Kiedy pierwszy raz udało Ci się odwiedzić Indie?

Agnieszka Kapelko: Do Indii pierwszy raz dotarłam w roku 2002, ale taka pierwsza moja większa wyprawa do Azji, były to Chiny, była z grupą znajomych. Podróżowaliśmy drogą lądową. To było już bardzo dawno temu, bo ponad 10 lat temu, kiedy wszystkie ceny były jeszcze bardzo niskie. Koleją transsyberyjską pojechaliśmy wtedy do Chin za jakieś marne grosze. Było to jakby takie pierwsze wejście do Azji. Do Indii pojechałam pierwszy raz już na uczelni z profesorem, którego muszę tutaj wymienić, bo miał ogromny wpływ na to, co teraz robię. Fantastyczny człowiek, doktor Przemysław Piekarski, zorganizował wyprawę ze studentami. I jak już pojechałam wtedy do Indii w 2002 roku, to już zawsze jeżdżę tylko do Indii. Było coś takiego w Indiach, co od początku mnie fascynowało. Ja zawsze się śmieję i tłumaczę to moim poprzednim wcieleniem.

Piąty Smak: A jakie były Twoje wrażenia podczas tego pierwszego wyjazdu?

Agnieszka Kapelko: Ja spotkałam, może właśnie dzięki doktorowi Piekarskiemu, dokładnie takie Indie, jakie sobie wyobrażałam, bo on nigdy nie mówił o Indiach w fałszywy sposób. Zawsze mówił o tym, co jest fajne i co nie jest fajne w Indiach. Na przykład wszechobecny absurd indyjski, który do dzisiaj mnie śmieszy i zaskakuje! Po prostu pokochałam, pokochałam Indie właśnie z tym wszystkim i nie tylko z tym absurdem, ale też z tymi wszystkimi wymiarami, które Indie mają. Tak naprawdę w Indiach można znaleźć coś dla siebie na każdym etapie poszukiwania, czy to w zakresie duchowości, czy szuka się rozrywki, czy szuka się luksusu, czy chce się być bliżej ludzi – wszystko się tam znajdzie.

Piąty Smak: A więc jak to było z Twoim pierwszym samodzielnym wyjazdem do Indii?

Agnieszka Kapelko: Z moją znajomą wybrałyśmy się drogą lądową do Indii, bo stwierdziłam, że to może być ciekawe doświadczenie. Jeżeli chodzi o finansowe sprawy, to praktycznie wyszło tyle samo, co lot samolotem, ale przygoda była niesamowita. Jechałyśmy przez Iran, Pakistan, Turcję. To było w 2003 roku i wtedy jeszcze sytuacja była bezpieczna w Pakistanie. Bardzo dobrze wspominam ten przejazd właśnie.

Piąty Smak: A miałyście wcześniej ustalony plan, czy był to spontaniczny wyjazd?

Agnieszka Kapelko: Indie mają to do siebie, że tam się wszystko zmienia. Jeżeli się cokolwiek zaplanuje, to można mieć pewność, że nic z tego nie wyjdzie. A ze mną, to było tak. Zarobiłam wcześniej pieniądze i miałam określoną ilość gotówki i wiedziałam, że chcę jechać do Indii. Nie wiedziałam na jak długo, nie wiedziałam dokładnie po co. Miałam oczywiście ambitny plan, bo wtedy byłam zaraz po studiach licencjackich, żeby prowadzić prace badawcze. Docelowo chciałam dotrzeć do miejscowości, która nazywa się Udupi, gdzie mieści się archiwum z tekstami, książkami na temat teatru, archiwa teatralne różnych ludowych przedstawień i tym podobne rzeczy. To był mój taki powiedzmy wstępny cel. Oczywiście, nigdy tam nie dotarłam, to znaczy dotarłam, ale później i już w zupełnie innych okolicznościach.

Hampi, miasto w stanie Karnataka na południu Indii

Piąty Smak: I kiedy wreszcie znalazłyście się w Indiach, to…?

Agnieszka Kapelko: Dotarłyśmy do Indii po dwóch tygodniach i niestety moja znajoma poważnie się rozchorowała i musiała wracać. Odprowadziłam ją więc na pociąg, ponieważ wylot miała z innego miasta, a sama zostałam. Pomyślałam wtedy: Aha, no to Indie! Pamiętam, jak stałam sama na wielkim dworcu w Bombaju, pełnym ludzi, pełnym kolejek i pomyślałam, że muszę kupić bilet, muszę jechać!

Piąty Smak: Biała kobieta samotnie podróżująca po Indiach?

Agnieszka Kapelko: Ta pierwsza podróż to była dobra szkoła Indii. Podróżowanie samemu ma bardzo dużo plusów i minusów, które się równoważą. Po pierwsze, jak podróżuje się samemu łatwiej nawiązać jest kontakty z tubylcami i innymi podróżującymi. Jakoś jest łatwiej doświadczyć nowych rzeczy, bo też na przykład ludzie, których się poznaje, są bardziej otwarci, jeżeli widzą samotną dziewczynę, której trzeba pomóc, trzeba ją na kawę zaprosić… Trzeba jednak bardzo uważać szczególnie, jeśli się jest białą kobietą w Indiach. A to dlatego, że w pewnych kręgach ludzi mniej wykształconych istnieje przeświadczenie, że biała kobieta jest to kobieta łatwa, z którą można wszytko zrobić, nie trzeba jej szanować. Dlatego często jest dotykana, obmacywana, więc trzeba bardzo uważać. Ja mam już wypracowanych tysiące sposobów jak tego unikać. Między innymi, jeżeli się jedzie autobusem, trzeba siąść gdzieś z przodu koło kierowcy, ponieważ oni to często robią w ten sposób, żeby nie dało się zrobić awantury, np. w trakcie kiedy wchodzi się w zakręt, wtedy się przybliżają. Mam więc różne systemy, na przykład system na butelkę – kładłam między siebie, a osobę siedzącą obok, butelkę, a w zatłoczonych autobusach jest „system na agrafkę”, którą zawsze można ukłuć, albo „system łokcia”, czyli gwałtowne poprawienie torebki tak, żeby niby przypadkiem mężczyznę, który za bardzo się przybliżył, uderzyć łokciem. Myślę też, że po jakimś czasie przyjeżdżania do Indii, ludzie już wyczuwają, czy jest się kimś nowym, czy jest się zagubionym etc. Od momentu, kiedy czuję się już w Indiach pewnie, to muszę przyznać, że nie mam już tych problemów. Myślę, że jest to taka pewność, którą ma się w sobie. Nie spotkałam się już od kilku lat z takimi przypadkami. Na początku rzeczywiście, jak byłam tam sama, to było trudno.

Piąty Smak: Wiele osób myśli, że to dotykanie ma związek z białą skórą. Nie chodzi o płeć, tylko o inność – białą skórę, która ciekawi.

Agnieszka Kapelko: Też. Bardziej dotyczy to ludzi ze wsi na przykład, którzy bardzo rzadko widują białego człowieka. Dla nich to jest nowość. Ale w większości przypadków dotykanie dotyczy młodych chłopców. Wydaje im się, że mogą sobie na to pozwolić, ponieważ z indyjskimi dziewczynami nie mogą, a mają dostęp do telewizji amerykańskiej i europejskiej i to, co oglądają, jest dla nich po prostu wyznacznikiem i do tego się dopasowują, budują opinie na ten temat. Więc z tym się niestety można w Indiach spotkać, to jest taki największy minus.

Piąty Smak: Jakie są jeszcze plusy podróżowania samemu po Indiach?

Agnieszka Kapelko: Na plus to właśnie to, że można rzeczywiście bardzo głęboko wejść w ich kulturę. Kiedy zaczęłam się już uczyć tańca, miałam możliwość zamieszkania z indyjską rodziną. Trzeba było oczywiście dopasować się do ich kryteriów. Nie mogłam na przykład wracać do domu po dziesiątej, żyć jak Europejka. Musiałam żyć jak oni. W pewnym momencie zaczęli mnie traktować jak swoją, więc miałam okazję przyjrzeć się rzeczywiście temu, jak oni żyją, jakie mają między sobą relacje, jakie mają domowe obrzędy. Mieszkałam w rodzinie, gdzie ojciec mojej nauczycielki jest duchownym, więc wszelkie możliwe obrzędy były czasami odprawiane w domu. Miałam możliwość wszystko to zobaczyć. Nikt nie reagował na to, że jestem kimś z zewnątrz i myślę, że jest to jedna z tych rzeczy, które po prostu niesamowicie przyciągają mnie do Indii. Indie to jest mój drugi dom.

Piaty Smak: Czyli właściwie żyłaś ich życiem przez te kilkanaście miesięcy.

Agnieszka Kapelko: Tak. Jak każda rodzina, był tata, mama, córka, syn z żoną, bo to była tradycyjna rodzina, więc żona wprowadziła się do domu męża, urodziła dziecko. To była bramińska rodzina, która przestrzegała swoich zasad, więc ja nie mogłam wejść zupełnie do środka domu, na przykład do kuchni nie mogłam wchodzić w ogóle. Różne śmieszne sytuacje też się zdarzały. Raz mnie zaprosili na imprezę i grupa braminów nie mogła dojść, gdzie mnie posadzić. Bo ja byłam jak swoja, ale nie byłam braminką. Analizowali wszystkie starożytne pisma i nie wiedzieli, co zrobić. Impreza była w świątyni. Najpierw mnie posadzili przed świątynią. Ale stwierdzili, że tak nie można, bo przecież mnie zaprosili, więc nie mogę przed świątynią siedzieć. To może niech wejdzie do świątyni – my siądziemy po jednej stronie, a ona po drugiej. Po tym, jak wszyscy usiedli, znowu stwierdzili, że tak nie może być. Tak się przejmowali, debatowali. Skończyło się na tym, że oni siedzieli w jednym miejscu, a ja pół metra od nich. Ale co się oni namęczyli wtedy. Chcieli być mili, ale pisma nie pozwalały im na takie zachowanie.

Ganeśa, bóg o głowie słonia, który zapewnia pomyślność w sprawach finansowych, ale też pomaga przezwyciężać wszelkie życiowe przeszkody

Piąty Smak: Jak mówi się Indie, to pojawiają się często dwa stereotypy. Pierwszy to slumsy, bieda, brud, a drugi to przepych kojarzony ludziom Zachodu z Bollywoodem, czyli właśnie taniec, złoto, kolorowe słonie itd.

Agnieszka Kapelko: Tak, to jest prawda, bo tam jest dużo ekskluzywnych rezydencji, ekskluzywnych hoteli, ale to wszystko ze sobą współistnieje. Przed takim hotelem są na przykład żebracy. To wszystko jest takim jednym organizmem. Kiedy mieszkałam w Chennai, mieszkałam niedaleko miejsca, gdzie palono zwłoki. Z okna praktycznie widziałam plac z podestem. Jak był pogrzeb, to odbywała się ceremonia, a jak nie było pogrzebu, to grali tam w krykieta. I to jest dla mnie esencja tego, jakie jest podejście Hindusów, jak naturalne dla nich jest to, że ktoś umiera. Życie i śmierć tam nie jest żadnym tabu. A co do czystości, to Hindusi bardzo dbają o higienę, codziennie rano biorą prysznic i nigdy nie ubiorą dwa razy tego samego ubrania. Nawet jak mają jedno ubranie, to codziennie je piorą. W domach codziennie myją podłogę, ale cała reszta jest obrośnięta pajęczynami. Tak to już jest.

Piąty Smak: Można powiedzieć, że któraś z tych twarzy Indii jest prawdziwsza?

Agnieszka Kapelko: Z Indiami to jest tak, jak z przyprawami – jest wszystkiego po trochę i to wszystko jest prawdziwe. Miałam okazję przebywać z ludźmi bardzo bogatymi i z ludźmi takimi może nie powiem, że ze slumsów, ale z takimi bardzo podstawowo żyjącymi rodzinami i to wszystko jest po prostu wkomponowane w Indie. Tam każdy ma swoje miejsce, co też bardzo mocno wynika z filozofii. Rodząc się jest się już w określonej religii – nie można na nią przejść, trzeba się w niej urodzić, a w tej religii każdy ma swoje określone miejsce. I rzeczywiście tak to wygląda, przynajmniej na pierwszy rzut oka, że oni są pogodzeni z tą swoją sytuacją. Oczywiście zdarzają się różne przypadki, ale zwykle ludzie są zmuszeni do tego, żeby trwać na swoim wyznaczonym miejscu, bo wszelkie próby zmiany tego są bardzo negatywnie odbierane przez społeczeństwo.

Piąty Smak: Chodzi o kastowość, tak?

Agnieszka Kapelko: W Indiach to jest tak, że są warny podstawowe, a kasty są w rodzinnych klanach. Na tej zasadzie to działa. I te podziały dalej, niestety, funkcjonują. Widać to głównie w mniejszych miejscowościach i przy takich okazjach jak zawieranie małżeństw. Może w dużych miastach się tego już tak nie czuje… W trakcie pobytu w Indiach były zaręczyny mojej nauczycielki z chłopakiem z tej samej kasty. Byłam świadkiem takich tradycyjnych zaręczyn. Oczywiście były ceremonie, w których uczestniczyli rodzice przyszłej pani młodej, pana młodego i astrolog. Astrolog, który wyznaczał datę ślubu. Bo podstawą tego, żeby dwoje ludzi mogło się pobrać jest to, żeby ich horoskopy się zgadzały. Wiele ślubów nie dochodzi z tego powodu do skutku, bo horoskop się nie zgadza. Więc musi być zgoda astrologa, który wyznacza, kiedy mogą wziąć ślub, kiedy jest sprzyjająca pora ku temu etc.

Piąty Smak: Z tego, co wiem, nie wracasz do Indii tylko po to, aby tańczyć.

Agnieszka Kapelko: Tak, ponieważ oprócz tego, że tańczę, jestem też pilotem wycieczek po Indiach i innych krajach Azji. Może właśnie dlatego teraz już unikam miejsc turystycznych. Taj Mahal jest piękny, ale ileż razy można go oglądać. Trochę sobie żartuję, ale na początku nie chciałam tam nawet wchodzić, bo nie lubię takich miejsc, które są wszędzie, na wszystkich bilbordach. Muszę jednak przyznać, że robi wrażenie, jest zachwycający, więc na pewno polecam.

Piąty Smak: Ponoć północne a południowe Indie to dwa różne światy?

Agnieszka Kapelko: Taka podstawowa różnica to język. Zupełnie inna grupa językowa. Na północy można się dogadać w hindi, na południu już nie. Inaczej wyglądają ludzie, im bardziej na południe tym są ciemniejsi, mniejsi. Można rozpoznać, kto jest z południa, a kto jest z północy. Może nie tak od razu, ale jak się tam trochę pobędzie, to już widać tę różnicę. Ja osobiście wolę południe. Ze względu na taniec i na to, że tam mieszkałam. Jest zupełnie inna mentalność – ludzie na południu są moim zdaniem spokojniejsi. Jest też zupełnie inna przyroda – bardziej egzotyczna. Na północy zdarza się, że człowiek czuje się tak, jakby był gdzieś w Europie. A na południu są już palmy, piękne kwiaty – wszystko to, co wymagane jest w egzotycznym kraju. Cudowna jest roślinność na południu, uwielbiam po prostu. Na północy nie jest tak różna od naszej.

Gokarna, niewielkie miasteczko na południu Indii

Piąty Smak: A jeśli chodzi o kuchnię indyjską?

Agnieszka Kapelko: Jest ostra. Zdania są podzielone, bo mówi się, że na południu jest ostrzejsza, ale tak naprawdę wydaje mi się, że jest podobnie. Po prostu bardzo ostro jedzą, bardzo dużo dodają przypraw, dla niektórych jest to nie do przejścia. Zasadą jest, żeby chodzić do tych restauracji, gdzie jest dużo ludzi, bo wtedy mają świeże jedzenie. Głównie dla turystów nie mają dobrego jedzenia, bo nie przychodzi do takich restauracji za dużo ludzi. Ja lubię takie bary dla lokalnych, które są tanie, co prawda nie ma wyboru, bo patrzy się po prostu, co jest i się to bierze, ale można być pewnym, że jedzenie jest świeże. Jeżeli chodzi o kramy uliczne, no to szczerze mówiąc nigdy nie zdarzyło mi się żebym miała jakiekolwiek problemy żołądkowe po jedzeniu na ulicy. Być może, dlatego że to wszystko jest tam smażone na głębokim tłuszczu.

Piąty Smak: A coś szczególnie polecasz?

Agnieszka Kapelko: Dużo bym poleciła. Uwielbiam południowoindyjską kuchnię. Najlepsza oczywiście jest domowa, tego nie pobije żadna restauracja. Jak się z rodziną indyjską pomieszka, to już nic nie smakuje tak samo. Przepyszna jest na południu Indii masala dosa – taki jakby naleśnik cienki z nadzieniem z ziemniaków i warzyw z przyprawami. Jest pyszny. Lubię też idli, co nie każdemu smakuje, bo jest to bardzo proste danie. Są to ryżowe placuszki, do których podaje się sambar, taki ostry sos i czetni, który uwielbiam, taki słodko-ostry sos kokosowy. Najbardziej lubię śniadania. Na południu Indii jest kasza, która nazywa się upma, czyli takie danie z kaszy manny. Też w specyficzny sposób smakuje, bo jest zarazem słodka i ostra. Na północy z kolei uwielbiam wszelkie rodzaje dań z serem, który nazywa się panir. Mają tylko jeden rodzaj, teraz zaczęły wchodzić już inne rodzaje, ale najbardziej rozpowszechniony jest panir, który na przykład można jeść ze szpinakiem. To jest ser krowi, trochę przypomina w smaku mozzarellę.

Piąty Smak: Wszystko brzmi smakowicie. A zdarzyło Ci się nie zjeść czegoś, co Ci proponowano?

Agnieszka Kapelko: Raczej nie miałam takiego problemu. Raz, może dwa razy, czułam, że coś jest nieświeże. Jestem wegetarianką i w Indiach czuję, że po prostu mogę wybierać, bo tam jest tradycja kuchni wegetariańskiej. To kraj, w którym nie muszę się przejmować tym, że nie będę miała, co zamówić.

Piąty Smak: Kiedy jesteś w Polsce, za czym najbardziej tęsknisz?

Agnieszka Kapelko: Za słońcem, za ciepłem. Jest coś takiego w Indiach, właśnie to ciepłe powietrze, ten zapach, którego zawsze brakuje, ale odkąd zaczęłam robić rzeczy, które naprawdę lubię, to lubię też być w Polsce. Stworzyłam sobie takie małe Indie tutaj. Spotkałam ludzi, którzy też są wkręceni w to wszystko i pod tym względem jest mi tutaj dobrze. Wiadomo, że tęsknię za Indiami, ale nie jest też tak, żebym tutaj była jakoś strasznie nieszczęśliwa.

 

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

 

Agnieszka Kapelko naukę tańca bharatanatjam rozpoczęła w 2004 roku podczas samotnej wyprawy po Indiach. W roku 2009 zdała egzamin państwowy z tańca bharatanatjam organizowany przez Institut Gandharva Mahavidyalaya w Mumbaju. Od tamtej pory każdego roku bywa w Indiach, gdzie doskonali swój warsztat. Dodatkowo prowadzi zajęcia z tańca bharatanatjam oraz doskonali się w sztuce kalarippajattu.

Newsletter

No Comments

Leave a Reply